Opowieść o życiu Władysława hrabiego Zamoyskiego

 

 

Materiał z publikacji

„Fundacja Zakłady Kórnickie - historia i restytucja"

pod redakcją Dariusza Jaworskiego

 

Gdy w 1880 r. Władysław Zamoyski obejmował dobra kórnickie, naznaczony już był „polskim opętaniem”. Odziedziczył je po matce, Jadwidze z Działyńskich, a ta po swoim ojcu Tytusie. On to polecił bezdzietnemu Janowi, bratu Jadwigi, aby ten podpoznański majątek przekazał Władysławowi, a w razie bezpotomnej śmierci Zamoyskiego Kórnik stawał się własnością narodu polskiego. Ponad sześćdziesiąt lat później, już w wolnej Polsce, wolę dziada Władysław mógł odczytać w kategoriach samospełniającej się przepowiedni.

 

Miłosierdzie i obowiązek

Tytus Działyński miał też córkę Jadwigę. W październiku roku 1852 w Halle poślubiła ona swego wuja Władysława Zamoyskiego – patriotę i działacza niepodległościowego, uczestnika powstania listopadowego, a potem polityka, jednego z koryfeuszy stronnictwa zwanego Hotelem Lambert. Do małżeństwa z o 28 lat starszym wujem namówiła Jadwigę jej matka, Gryzelda Celestyna z Zamoyskich Działyńska - siostra Władysława. To ona przekonała 20-letnią dziewczynę, że w swoim wyborze powinna kierować się miłosierdziem i patriotycznym obowiązkiem.

Pierworodny syn Jadwigi z Działyńskich i pułkownika Władysława Zamoyskiego urodził się w Paryżu 18 listopada 1853 r. Nadano mu imiona Władysław, Zygmunt, Jan, Adam i Karol. Jednocześnie został obywatelem cesarstwa francuskiego.

Mały Władysław, do końca życia przez najbliższych nazywany Władysiem, wychowywany był w duchu patriotycznym. Ojciec chciał, aby zarówno Władyś, jak i młodszy syn Witold opatrzeni zostali wychowaniem na żołnierzy. Zamiary te jednak się nie spełniły: Zamoyski-senior zmarł w 1868 r., a jego młodszy syn sześć lat później.

Władyś ukończył Lycee Charlemagne, a potem dwukrotnie nie zdał egzaminów do Ecole Polytechnique. Znalazł się we francuskiej armii, gdzie dosłużył się stopnia porucznika.

W tym to też czasie kształtowała się jego wiara - koszary uważał za swój klasztor, myślał też o wstąpieniu do zakonu. Ostatecznie jednak nie zamknął się przed światem, ale ruszył w świat, do czego w dużej mierze przyczyniła się matka. W roku 1879 przypłynął do Australii - tam rok później miała się odbyć wystawa powszechna.

Zamoyski podróżował, zbierał oraz kupował rozmaite eksponaty przyrodnicze i etnograficzne, nawiązywał kontakty z naukowcami, pisał. Zjechał Australię, popłynął na Tasmanię i Nową Kaledonię, a potem do Stanów Zjednoczonych. W czasie tych podróży zebrał kilka skrzyń cennych eksponatów, które potem trafiły do Kórnika.

W połowie roku 1880 umiera Jan Działyński - tym samym Władyś zostaje właścicielem Kórnika.

 

Dziesięcioletni Władysław Zamoyski (1863)

Wielkopolskie kwiatki

Mimo że Władysław Zamoyski nie był Wielkopolaninem - lokował swoje uczucia raczej w Galicji, a szczególnie w Zakopanem - czuł się bardzo silnie związany z rodziną Działyńskich. Niektórzy historycy widzą w tym wpływ matki, którą czynią odpowiedzialną za starokawalerstwo syna. Inni, jak prof. Jerzy Wisłocki, były dyrektor Zamku i Biblioteki Kórnickiej, twierdzą, że Władysław nie czuł się właścicielem - w dzisiejszym tego słowa znaczeniu - majątku, który odziedziczył po Działyńskich. Uważał raczej, że jest szafarzem dóbr narodowych i nie powinien ich używać dla siebie i rodziny, ale obracać na naukowe i narodowe cele. I tak też uczynił, w pełni szanując organiczną tradycję i wolę Działyńskich. Z tą postawą nie bardzo chciała pogodzić się pozostała część linii rodziny Zamoyskich, co miało swoje reperkusje już po śmierci Władysława w 1924 r.

Odziedziczone po Janie Działyńskim majątki kórnickie były bardzo zadłużone. Jan nie szczędził pieniędzy na powstanie styczniowe oraz rozwój i utrzymanie instytucji naukowych, kulturalno-oświatowych i społecznych. Zamoyski poradził sobie z tym problemem, mimo że od 1885 r., wskutek tzw. rugów pruskich, nie mógł mieszkać na terenie Prus. Zza kordonu czuwał jednak nad swoim Kórnikiem, powierzając jego administrowanie Zygmuntowi Celichowskiemu. I mimo że Władysław nie do końca rozumiał realia Wielkopolski, a o samych mieszkańcach tego regionu mawiał nieco ironicznie te wielkopolskie kwiatki, to jednak nie tylko potrafił utrzymać, ale i powiększyć kórnickie majątki.

Oparcie w tych działaniach znajdował przede wszystkim w matce, która w roku 1882 założyła w Kórniku Szkołę Domowej Pracy Kobiet.

 

Kapelusz za Morskie Oko

Wokół Władysława Zamoyskiego jeszcze za jego życia narosła legenda, ubarwiana mniej lub bardziej prawdziwymi anegdotami. Jedni widzieli w nim niezwykle religijnego, pełnego ascetyzmu patriotę; inni - ekscentrycznego hrabiego, antysemitę (Występował przeciwko Żydom, tak samo jak przeciw Węgrom i Niemcom, tylko wtedy, gdy ci zagrażali polskim interesom - twierdzi prof. Wisłocki) i cwanego kutwę, który swoją postawą potrafił jednak zaskoczyć wszystkich. Ale nim to nastąpiło, ten wysoki (prawie dwa metry wzrostu), ubrany w wyświechtany, ciemny surdut hrabia, który jadał tylko z głębokiego talerza, sypiał na twardej ławie lub biurku, jeździł wyłącznie trzecią klasą (mawiał: Trzecią jeżdżą ci, od których tylko czegoś nowego mogę się dowiedzieć, a poza tym nie ma czwartej) stoczył batalię życia - batalię o Morskie Oko.

Wcześniej, w 1889 r., wykupił dobra zakopiańskie, niegdyś polską królewszczyznę, która znajdowała się w prywatnych rękach niemieckich. Licytację Zakopanego niezwykle plastycznie 22 maja 1889 r. w warszawskim dzienniku „Słowo” opisał Henryk Sienkiewicz: Nowonabywca zapłacił za Zakopane dość drogo - zapłacił niemal „praetiu affectionis”, widocznie bowiem chodziło mu o to, by ten tak malowniczy i ulubiony szmat gór nie przeszedł w nieodpowiednie ręce. (...) nowonabywca jest podobno młodym, interesującym człowiekiem o posępnym spojrzeniu i smagłej cerze... trochę dziki i nieżonaty.

Zmagania o Morskie Oko trwały przez osiemnaście lat, a okupione były sytuacjami równie dramatycznymi, jak i nierzadko humorystycznymi. O determinacji Zamoyskiego niech chociażby świadczy zdarzenie opowiedziane przez Stanisława Barabasza: Jeden z kolejnych austriackich rzeczoznawców powiedział do hrabiego z niesmakiem po obejrzeniu akt sprawy: - Dla tych kilku nieużytków robić tyle hałasu... Zamoyski na to wyjął mu z rąk kapelusz i z zimną krwią usiadł na nim. Ekspert krzyknął, żałując tak bezceremonialnie potraktowanego nakrycia głowy. Wówczas hrabia wyjaśnił: - Pan krzyczy o kapelusz wartości kilku koron, a Polska nie ma krzyczeć o najpiękniejszy zakątek swej ziemi. Postawił na swoim - został właścicielem Morskiego Oka.

Gdy jako pan Zakopanego na stałe zamieszkał w Kuźnicach, powszechnie znana była jego granicząca ze skąpstwem oszczędność. Każdy rok dokładał do tego portretu kolejne, bardziej lub mniej prawdziwe anegdoty. Hrabia-dziwak, który nie jadał mięsa, a w podróż zabierał butelkę herbaty i kaszę, dorabiał się kolejnych prześmiewców. Jaki więc był jego stosunek do „mieć”? Najlepiej chyba w 1924 r. scharakteryzował go Stefan Żeromski: Zamoyski nie był abnegatem, kutwą, sobkiem, samoiśccem, samolubem, sknerą, groszorobem, wyrzeczeńcem, zakonnikiem. Odzienie jego było czyste, normalne - sposób życia jego był naturalnym, przeciętny można by rzec, proletariacki, że oszczędzał tego płomyczka zapałki i strzegł zagubionego gwoździa z podkowy nie dla siebie wcale, lecz dla skarbu Polski.

 

Władysław Zamoyski (w środku) na wycieczce w Tatrach (ok. 1890?)

Magnat narodowi

Pierwszą wojnę światową Zamoyscy spędzili we Francji. Maria (siostra) uruchomiła w Paryżu biuro „Opieka polska”, którego zadaniem było pomaganie polskim robotnikom we Francji oraz rodakom z armii pruskiej i austriackiej wziętym do niewoli przez aliantów. Władysław zaangażował się w prace Komitetu Narodowego Polskiego oraz propagowanie idei odzyskania przez Polskę niepodległości - na to nie szczędził ani sił, ani pieniędzy. Gdy po zakończeniu działań wojennych, w 1919 r., w podparyskim Wersalu trwała konferencja, która miała rozstrzygnąć o granicach Polski, Zamoyski intensywnie współpracował z przybyłą z kraju delegacją, a w szczególności z Romanem Dmowskim.

Rok później Zamoyscy wrócili na stałe do Polski - do Kórnika.

O wypełnieniu woli Tytusa Działyńskiego Władysław myślał już od wielu lat. W roku 1910 założył we Lwowie Związek Zamoyskich. Szybko jednak przekonał się, że ta rodzinna organizacja nie daje gwarancji, iż przekazany jej majątek wykorzystany zostanie na cele ogólnonarodowe. Nie gwarantowało też tego obowiązujące ustawodawstwo pruskie. Dwa lata później pojawił się pomysł fundacji. Dopiero jednak zakończenie wojny i odrodzenie państwa polskiego, które pozwoliło w 1919 r. osiąść Zamoyskim w Kórniku, sprawiło, że idea fundacji zaczęła nabierać realnego kształtu. Władysław zaczął się spieszyć. W realizacji pomysłu wspierała go blisko dziewięćdziesięcioletnia matka oraz siostra Maria.

Klimat do tworzenia fundacji był w Drugiej Rzeczpospolitej korzystny. W samej Wielkopolsce było ich 304 i co najważniejsze większość się sprawdziła.

7 lutego 1919 r. marszałek Józef Piłsudski wydał dekret o fundacjach i o zatwierdzaniu darowizn oraz zapisów. Okazało się jednak, że obowiązuje on tylko na terenie Kongresówki. Znani prawnicy, profesorowie Aurelia Nowicka i Stanisław Sołtysiński, interpretując dzisiaj absolutny precedens utworzenia mocą ustawy sejmowej w roku 1925 Fundacji Zakłady Kórnickie podkreślają, iż (...) ze względów patriotycznych nie chciano tworzyć fundacji „na prawie pruskim”, a skoro nie mogła być utworzona „na prawie polskim”, gdyż dekret z 1919 r. nie obowiązywał w Wielkopolsce, sejm III Rzeczypospolitej uchwalił specjalną ustawę.

W listopadzie 1923 r. w wieku 93 lat umiera Jadwiga z Działyńskich Zamoyska. Jej ciało spoczęło w kościele w Kórniku.

Tymczasem Zamoyski musiał stoczyć jeszcze jedną, ostatnią bitwę w swoim życiu. A że strategiem był dobrym, to i zakończyła się ona sukcesem. Nie obyło się jednak bez zwątpień. Hrabia nie dowierzał nie skodyfikowanemu ustawodawstwu odradzającego się państwa. Nie ufał też rządowi ani swojej rodzinie. Zbyt dobrze znał bowiem historię i zbyt wiele sam doświadczył. Wiedział, że testament można obalić, a prawo zmienić. Najtrudniej to jednak zrobić z aktem najwyższego rzędu, jakim jest ustawa sejmowa. A gdy jeszcze roztoczą nad nią patronat prezydent RP i prymas Polski? Nie przewidział jednak, że zmieni się ustrój, a władzę zdobędzie formacja, dla której jego i Sejmu wola nie będzie warta funta kłaków.

To jednak miało stać się dwadzieścia lat później... 16 lutego 1924 r. Władysław i Maria Zamoyscy podczas audiencji u prezydenta Stanisława Wojciechowskiego podpisali akt donacyjny, zwracając się w nim do Sejmu, Senatu i rządu RP z prośbą o opiekę nad powstającą fundacją. Trzy miesiące później, 20 kwietnia 1924 r., aktem podpisanym w Śremie hrabia z kórnickich i zakopiańskich dóbr utworzył fundację.

1 października 1924 r. Rada Ministrów postanowiła akt fundacyjny skierować do Sejmu. Dwa dni później, 3 października, oficjalnie wiadomość ta dotarła do Kórnika. Po południu Władysław Zamoyski już nie żył. Pochowano go obok matki.

Władysław Zamoyski w trumnie w Zamku Kórnickim (3 X 1924)