"Jezioro łabędzie" Piotra Czajkowskiego oczami naszych gimnazjalistów

Wyjazd do Teatru Wielkiego w Poznaniu, który miał miejsce 22 stycznia 2015 roku, został świetnie zorganizowany. Dyrekcja Gimnazjum stanęła na wysokości zadania, które przecież nie było łatwe. Każdy opiekun znał numer autobusu, którym miał jechać z uczniami, znał miejsca na widowni i podczas podróży do Poznania rozdawał bilety. Wejście do Opery również odbyło się sprawnie, bez chaosu towarzyszącego zwykle takim przedsięwzięciom. Gdy organizacja wypadła świetnie, mogliśmy się skupić na odbiorze baletu. Mimo, że nie wszyscy są entuzjastami poznawania nowych form teatralnych, to "Jezioro łabędzie" podobało się. Poniżej publikujemy wypowiedzi naszych uczniów (nie tylko te pozytywne). Byłoby miło, gdyby taki wyjazd mógł jeszcze kiedyś być powtórzony.

K.S.

Recenzja pierwsza

 

Dnia 22 stycznia 2015 r. wraz z całą społecznością szkolną pojechaliśmy do Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu na balet „Jezioro łabędzie''. W przedstawieniu grali wspaniali tancerze, między innymi, jako Odetta/Otylia - Karolina Sierant, Zygfryd - Mateusz Sierant, Rotbart - Arkadiusz Gumny, Benno - Gento Yoshimoto i wielu, wielu innych tancerzy. W tle orkiestra grała mnóstwo wspaniałych utworów. Słychać było skrzypce, altówki, wiolonczele, kontrabasy, harfy, flety, oboje, fagoty, waltornie, trąbki, puzony, tubę, perkusje oraz instrumenty klawiszowe. Dyrygentem był Grzegorz Wierus. Spektakl trwał 2,5 godziny. Tancerki były bardzo ładne, szczupłe, miały włosy upięte w koki, ozdobione wiankami lub koronami. Aktorzy bardzo wczuli się w swoje role, grali tak, jakby wszystko działo się naprawdę. Choreografia była trudna, ale urozmaicona i piękna. ,, Jezioro łabędzie'' to wspaniała historia, która niestety nie kończy się ,, happy endem'', ponieważ Odetta i Zygfryd umierają. Uważam, że każdy powinien chociaż raz w życiu obejrzeć ten wspaniały balet. Pomimo tego, że 2,5 godziny (to zdecydowanie za długo) pojechałabym jeszcze raz na takie przedstawienie. 

Martyna z Ic

 

 

Recenzja druga

 

W dniu 22 stycznia 2015 roku uczniowie naszego gimnazjum wraz z nauczycielami wyjechali do opery w Poznaniu na balet pt: „Jezioro łabędzie" do muzyki Piotra Czajkowskiego. Sztuka ta była przedstawiona w czterech aktach. Balet obejrzałem z ciekawością. Była to piękna historia miłosna opowiedziana w niezwykły dla mnie sposób. Po raz pierwszy oglądałem przedstawienie, które opowiada historię w formie tańca. Dodatkowo stroje tancerzy oraz piękna muzyka orkiestry symfonicznej sprawiły, że moje odczucia są bardzo pozytywne. Myślę, że pewnie dlatego, że do opery nie chodzi się tak często jak np. do kina, balet jest niestety niedoceniany. Szkoda, bo jest to piękna forma wypowiedzi artystycznej. 

Piękno wykonania sztuki przez tancerzy, ciekawe układy choreograficzne - to wszystko było fascynujące! Warto obejrzeć "Jezioro łabędzie", bo utwór jest naprawdę nieprzeciętny, bajkowy i bardzo dynamiczny.

Hubert Id

 

Recenzja trzecia

 

  W dniu 22 stycznia mieliśmy "przyjemność" obejrzeć w Teatrze Wielkim "Jezioro łabędzie" Piotra Czajkowskiego. Jest to typowy, klasyczny balet, czyli coś, co nas bardziej nudzi, niż zachwyca (nie mówię o dziewczynach). Spektakl raczej dla dziewczyn, bo książę, księżniczka - łabędź, czarnoksiężnik, to (dla mnie i niektórych moich kolegów) nic ciekawego. Podczas spektaklu widziałem niejedną kiwającą się w fotelu głowę i słyszałem ziewanie.

  Fabuła i dynamika nie były zachwycające, podobała mi się muzyka. Jak już wspomniałem fabuła była nieciekawa, jednak muszę docenić artystów. Włożyli dużo pracy i serca w odegranie swoich ról. Dużą sztuką jest zgrać na scenie prawie pięćdziesięcioosobowy zespół.

   Może, gdy obejrzę "Jezioro łabędzie" za jakieś dwadzieścia lat, docenię tę sztukę będącą przecież klasyką baletu. Natomiast fani tego typu rozrywki na pewno nie pożałują czasu spędzonego w teatrze.

Rafał Ic

 

 

Recenzja czwarta

 

Z informacji ogólnodostępnych w Internecie, dotyczących tej sztuki dowiedziałem się, że jest to balet w czterech aktach z prologiem do muzyki Piotra Czajkowskiego na podstawie oryginalnej choreografii Lwa Iwanowa i Mariusa Petipy. Kierownictwo muzyczne sprawował tego dnia Grzegorz Wierus. Choreografią zajął się Kenneth Abildgaard Greve, a scenografią Anna Kontek. Reżyseria świateł należała do Marka Rydiana. Obsadę stanowili: w roli Odetty-Odylii Katarzyna Samól, w roli Zygfryda Arkadiusz Gumny, w roli Rothbarta Mateusz Sierant, a w roli Benno Wiktor Davydiuk. Z Internetu wyczytałem także, że choreograf Kenneth Abildgaard jest dyrektorem Fińskiego Baletu Narodowego i bardzo znaną i poważaną w tym świecie osobistością a także tancerzem. Razem z tym artystą pracuje również Anna Kontek, która odpowiedzialna była za scenografię. Zapowiadało się więc bardzo interesująco.

Balet opowiada o parze nieszczęśliwych kochanków Odetcie i Zygfrydzie, nad którymi unosi się widmo zła. Tym złem jest czarnoksiężnik Rothbart. Próbuje on rozdzielić kochanków ze sobą. Wykorzystuje w tym celu swoją córkę Odylię – czarnego łabędzia. Zygfryd na początku ulega podstępowi czarnoksiężnika, jednak w porę orientuje się, że czarny łabędź to nie jego ukochana. Nie ma co prawda szczęśliwego zakończenia dla Odetty i Zygfryda, gdyż para ginie razem, lecz zło zostaje pokonane.

Oglądając ten balet zastanawiałem się, ile czasu i prób musiał on pochłonąć, żeby wypaść tak profesjonalnie. Byłem zszokowany ilością tancerzy występujących w tej sztuce, ich kunsztem i zdolnościami tanecznymi. Ich taniec był pełen ekspresji i emocji. Wykonywali oni skomplikowane układy choreograficzne potrafiąc jednocześnie oddać za pomocą gestu całą gamę emocji i nastrojów. Wrażenie wywarła na mnie także scenografia, która w połączeniu z muzyką przypominała mi czasami urywki jak z filmów fantastycznych. Miałem też okazję poznać choć trochę muzykę klasyczną, którą wcześniej się nie interesowałem. Akurat Pan Czajkowski przypadł mi do gustu i jego muzykę mogę śmiało polecić swoim rówieśnikom .

Podsumowując - balet ten wywarł na mnie bardzo duże wrażenie i tymi wrażeniami przez długi czas dzieliłem się jeszcze z domownikami. Nie sądziłem, że taką sztukę baletową mogę postawić na pierwszym miejscu, na równi z dobrymi filmami historycznymi, którymi się interesuję. Chyba trochę bardziej łaskawym okiem będę teraz spoglądał na tego typu sztukę

Janek Suszczyński

Klasa I c

 

zdjęcia:

opera.poznan.pl

culture.pl